„Nie jestem Ada, jestem Ania” – rozmowa z Anią Rusowicz

Napisała  środa, 22 kwiecień 2015
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

We środowy wieczór miałam okazję spotkać Anię Rusowicz, po raz pierwszy grającą z zespołem w Kielcach. Rozmawiałyśmy o nadchodzących planach muzycznych, atmosferze towarzyszącej koncertom, wartości show biznesu… Zapraszam do lektury.

A.M: Przeczytałam na Twoim Facebooku, że to ostatnia trasa z materiałem z drugiej płyty. Czy można się zatem spodziewać ruchów w stronę nowego albumu?

A.R: Zawsze są jakieś tam plany, ale zobaczymy jak to wszystko wyjdzie w praniu.

A.M: Czy ostatni pobyt w USA jakoś zainspirował Cię do napisania czegoś nowego?

A.R: Tak.

A.M: Po raz pierwszy grasz z zespołem w Kielcach – czy macie jakiś znajomych z tego miasta?

A.R: Z Kielc pochodzi Kuba Galiński, to jest człowiek, z którym robiłam pierwszą płytę.

A.M: Czego obecnie słuchacie, np. w trasie?

A.R: Dzisiaj słuchaliśmy ‘Filipinek’, jakiegoś country i braci Waglewskich. Staramy się wsłuchiwać w muzykę z naszych klimatów, jesteśmy osadzeni bardzo w swojej stylistyce i lubimy określone rzeczy. Słuchamy różnej muzyki i każdy z nas jest inny, wnosi świeży powiew. We współczesnym świecie vintage`ove brzmienia bywają jednocześnie nowoczesne. Są oparte i inspirowane jakimś starym sound`em, choć jest w nich nowa jakość.

A.M: Jak jest w przypadku Twojej współpracy z innymi wykonawcami? Jak do niej dochodzi? Robisz selekcję?

A.R: Mam taki filtr wewnętrzny, po prostu muszę czuć pewne rzeczy. Nie wejdę w coś, co kompletnie mnie nie interesuje. Parę takich niekontrolowanych ruchów w życiu zrobiłam i stwierdziłam potem, że to jest kompletnie bez sensu. Np.żeby komuś zrobić przyjemność? Jednak, to co puszczamy w świat musi być przemyślane, musimy to czuć. Ostatnio to ja raczej wychodzę z inicjatywą.

A.M: Kiedyś w którymś z wywiadów wspominałaś o pomyśle ponownego opracowania i wystawienia rock-opery „NAGA” – czy są szanse na realizację tego projektu?

 A.R: Tak i chcemy się tym zająć. Musimy najpierw sprawdzić jaki jest status Opery, jeśli chodzi o prawa itd - chodzi o prawa, o wykorzystanie tego wszystkiego, o scenografię, która była bardzo rozbudowana, a następnie zaproponować wystawienie jej ośrodkom takim jak teatry itp Mamy już pewien miły kontakt i pomysł na to, ale wolę nie zapeszać. Mogę jedynie dodać, że być może napiszemy nową muzykę do tych tekstów, możliwe, że powstanie nowy scenariusz, bo wciąż żyje autor tekstów „Nagiej” [Grzegorz Walczak - red.]

A.M: Czy myślałaś kiedykolwiek o tym, żeby zorkiestrować, może nie teraz, ale w ogóle swoje utwory i wykonać je np. z orkiestrą symfoniczną?

A.R: Była już taka sytuacja – dyrygent Dariusz Łapiński przełożył niektóre utwory na orkiestrę moim zdaniem wyszło bardzo fajnie [Pan Dariusz jest dyrygentem Orkiestry działającej przy Politechnice Warszawskiej, The Engineers Band – red.]. Niektóre z moich piosenek świetnie się do tego nadają. To była jednorazowa sytuacja, ale może warto ją kiedyś powtórzyć…

A.M: Wolicie grać w klubach, czy publiczność typu z Przystanku Woodstock bardziej Wam leży?

 A.R: Wiadomo, że Woodstock to jest nasze miejsce. Chociaż kluby też. Ludzie przychodzą z pewnymi oczekiwaniami, myślą jaka to będzie muzyka. U mnie jest akurat taka sytuacja, że ja nie jestem obiektem wolnym od skojarzeń, ponieważ jestem porównywana z mamą, z big-bitem, z młodością tych ludzi. To jest jeden wielki worek oczekiwań, wyobrażeń, różnych wizji, więc ludzie, którzy przychodzą na koncert każdy ma swoje zdanie na temat co usłyszy, co zobaczy. Część przychodzi na moje koncerty, bo chce zobaczyć, że ja jestem Adą Rusowicz i zmartwychwstałam - niestety to się nie udaje. Natomiast ja gram swoje utwory i tak robię prezent dla tych ludzi w postaci piosenki z repertuaru mamy, ale ogólnie muzyka, którą my wykonujemy różni się od tego co grano w latach 60., 70. My się nią inspirujemy, ale robimy coś innego.

Występ na Woodstocku… tam jednak ludzie są wolnymi umysłami. Są świeży, biorą to co dostaną i tak to oceniają. Nie mają jakiś tam wyobrażeń i to jest piękne, dlatego wtedy to ziarno pada na żyzną glebę, która wcześniej nie była zaorana przez nic. Odbierają tę muzykę jako coś nowego i świeżego, bez skojarzeń.

 A.M: Czy przejmujecie się tym, że nie jesteście grani ( poza Trójką) przez inne stacje radiowe?

A.R: Kiedyś media zabijały się o to żeby artyści byli grani w ich radiach - wektor był w drugą stronę. Dzisiaj artystom zależy na tym żeby po prostu być granymi. To jest chore, gdyż media zrobiły sobie moim zdaniem, trochę „kuku”.To co prezentują sobą, jest dalekie od ideałów, a artyści wpadają w taką dziurę i trzeba się jakoś dopasować, żeby piosenki były grane, albo żeby pisano o nich artykuły. Wiesz, dzisiaj tak naprawdę nikogo nie obchodzi muzyka, dzisiaj wartością są pozycje w łóżku i to jest straszne. Niestety ten świat kreują media.

A.M: Czy w związku z tym miałaś jakieś wyobrażenia, jak wchodziłaś do biznesu, jak to środowisko wygląda? Zderzyło się to jakoś z Twoimi myślami?

A.R: Tak naprawdę wyobrażenie nie ma żadnego znaczenia. To się zmienia z miesiąca na miesiąc, mam wrażenie. Wiedza, z którą ja weszłam w ten powiedzmy interes, prawdy, które wtedy miałam, powinny ulec, aktualizacji – muszę upgrade`ować system. Każdego dnia trzeba być elastycznym i obserwować świat, dlatego że zmienia się w niewiarygodnym tempie. Żyjemy w czasach szybkich i nieprzewidywalnych, prowadzących do nie wiadomo czego… Nie jesteśmy w stanie ocenić jak będzie za rok, dwa, a co dopiero za dziesięć lat – może jakimś wehikułem będziemy fruwać? Ciekawe jak będziemy żyli.

 A.M: Lubisz czytać biografie – czy napisałabyś o sobie?

A.R: Nie, broń Boże. Jeśli już to chciała bym żeby moją biografię napisał ktoś, ale po mojej śmierci.

Image and video hosting by TinyPic

Z Anią Rusowicz rozmawiała Ania Machulska


 

 
Wyświetlony 6098 razy

1 komentarz

Skomentuj

Upewnij się, że wymagane pola oznaczone gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

PIXEL_TEXT_LEGAL PIXEL_LINK_LEGAL_TEXT