fbpx
poniedziałek, 01 grudzień 2014 23:52

Podróż w czasie - relacja z koncertu Freddy'ego Cole'a

Napisane przez Sentymentalna
Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Freddy Cole Freddy Cole

W tym roku Freddy Cole nie próżnuje. Wraz z zespołem wybrał się w trasę koncertową, w ramach której odwiedzi tradycyjnie Stany Zjednoczone, ale w planie jest również Japonia. Muzycy znaleźli na szczęście czas i na Polskę, w której zagrali aż trzy koncerty, w tym w Rybniku podczas Silesian Jazz Meeting - nie pierwszy i, miejmy nadzieję, nie ostatni raz.

 

Odnoszę wrażenie, że organizatorzy koncertów Freddy’ego Cole’a nie potrafią obejść się bez podkreślania jego pokrewieństwa z Nat King Cole’m. Wygląda to trochę tak jakby sami nie wierzyli, że młodszy Cole da radę bez wzmianek na temat sławniejszego brata. A to nie prawda. Tak samo było podczas Rybnickiego koncertu- na początku zaserwowano nam, słuchaczom, informacje na temat Nat King Cole’a, bez których, bez obrazy, ale zupełnie moglibyśmy się obejść. Za to chętnie posłuchałabym jeszcze czegoś o Freddy’m Cole’u, na którego koncert przecież przyszłam. Artysta przybył w zespołem w składzie Quentin Baxter na perkusji, Randy Napoleon na gitarze oraz Elias Bailey na kontrabasie. Panowie zebrali sporo oklasków zarówno między utworami, jak i w ich trakcie, zabierając zebranych w podróż do czasów świetności, a raczej powinnam napisać popularności, muzyki jazzowej. Obecnie bowiem jazz raczej nie należy do mainstreamowych gatunków, co nie znaczy, że nie warto go słuchać. Zwłaszcza w wydaniu Freddy’ego Cole’a. Z pewnością nie można mu odmówić talentu do kreowania romantycznej atmosfery. Po ponad pięćdziesięciu latach kariery, jego głos nadal potrafi ukoić zmysły, nadal brzmi wyjątkowo. Muzyk ma już osiemdziesiąt trzy lata, ale wciąż nie traci zapału do koncertowania- może ją czerpać chociażby od młodszych kolegów z zespołu. Nie można oczywiście zapomnieć o ich wkładzie w koncert, którego wyjątkowość zależy przecież od współpracy.

Jak już wspomniałam, podczas koncertu zrobiło się romantycznie. Po pierwsze dzięki brzmieniu- oprócz partii śpiewanych, wysłuchaliśmy również wiele fragmentów instrumentalnych, dzięki którym można było jeszcze bardziej wczuć się w atmosferę wieczoru, a przy tym docenić umiejętności pozostałych muzyków. Poza tym raczej większość utworów traktowała o miłości- zespół zaserwował między innymi "You and Me Against the World", "I Will Wait for You", czy "Where Can I Go Without You." Oprócz tego Freddy Cole wspominał również swoje rodzinne miasto (w utworze o Chicago) oraz starszego brata, wykonując jego kompozycję "Get Your Kicks On (Route 66)." Szkoda tylko, że w Teatrze Ziemii Rybnickiej nie rozbrzmiał mój ulubiony- "Brother, Where Are You?" Nie zabrakło za to akcentu Bożonarodzeniowego. Choć zazwyczaj świąteczne utwory rozbrzmiewające długo przed świętami potrafią zirytować, miło było ich posłuchać w wykonaniu Freddy’ego Cole’a i jego zespołu. Z resztą do 24 grudnia wcale nie zostało tak dużo czasu…

Freddy Cole - I Will Wait For You 

 

Thank you! It’s always nice to come back to the place you’ve been before. I don’t know about you but I had fun*- powiedział na koniec wokalista- przynajmniej na planowany koniec. W praktyce bowiem zespół bisował dwa razy- pierwszy po owacji na stojąco, drugi- po długotrwałych oklaskach, które w końcu zdołały wywabić jazzmanów z powrotem na deski Rybnickiego teatru. Nie było to ich ostatnie spotkanie z Rybniczanami. Już po chwili można było nabyć płyty Freddy’ego Cole’a i od razu zdobyć autografy od zespołu. Ja niestety nie załapałam się już do ich kupna, ale za to zdobyłam album gitarzysty, Randy’ego Napoleona, zatytułowany "The Jukebox Crowd", którego później z przyjemnością wysłuchałam. Sam Napoleon chętnie rozmawiał z fanami, a ze mną nawet chętnie zapozował do zdjęcia. Równie pozytywnie odebrałam resztę muzyków (choć Pan Cole chyba nie miał ochoty być fotografowany), którzy zgodzili się podpisać w zwykłym notesie. Cóż- płyty rozeszły się jak świeże bułeczki, jakoś trzeba było sobie radzić… Najciekawszy podpis złożył chyba pan perkusista, który uraczył mnie rysunkiem samego siebie.

Ze słów Freddy’ego Cole’a, które miały zakończyć występ, jasno wynikało, że Rybnik przypadł mu do gustu, zaś Randy Napoleon obiecał, że jeszcze do nas wrócą. Jeżeli tak się stanie, polecam pójście na koncert. Nawet jeżeli na co dzień słuchacie bardziej energicznej, czy nawet agresywnej muzyki. Warto od czasu do czasu oczyścić umysł. Nawiązując do wcześniej cytowanych słów- Panie Cole, my również dobrze się bawiliśmy!

*Zawsze dobrze jest wrócić do miejsca, w którym się już wcześniej gościło. Nie wiem jak wy, ale ja dobrze się bawiłem.


foto: rybnik1.pl

Wyświetlony 1654 razy

Skomentuj

Upewnij się, że wymagane pola oznaczone gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

PIXEL_TEXT_LEGAL PIXEL_LINK_LEGAL_TEXT