fbpx
środa, 08 październik 2014 00:00

Party Like a Lord - relacja z imprezy

Napisane przez ania91
Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Ella Eyre Ella Eyre

Kiedy dostałam maila z wiadomością o wygraniu wejściówki, cieszyłam się bardzo. Po przyjeździe na imprezę entuzjazm szybko opadł. I już nie wrócił.

 

 

      Po kolei. Pomysł z oświetleniem świeczkami drogi do Instytutu Napięć był trafiony w dychę (było to romantyczne), wszystko co działo się na jego terenie było po prostu słabe i naciągane.

      Atmosfera "imprezy życia" pękła jak bańka w chwili, gdy bez żadnego rozgrzania i zapowiedzi (nawet głupiego odliczania wstecznego), na scenie pojawił się jakiś wokalista - w wyniku czego część ludzi się z niego śmiała, większość olała. Prowadzący... Zabijał tę imprezę. Był sztywny, czytał z kartki, a słowo hasztag z jego ust brzmiało strasznie sztucznie. Nie rozkręcił się z biegiem imprezy, cud, że poprawnie zapowiedział gwiazdę wieczoru. A miejsce było ponadprzeciętne, tak wiele dało się tam zdziałać z ludźmi...

      Na set Natalii Nykiel wpadłam pod jego koniec, ale podobało mi się. Przyjrzę się jej bliżej. Powinna jednak grać bezpośrednio przed Ellą, nie jakąś godzinę wstecz (kolejna żółta kartka dla organizatora).

      Ella Eyre była rewelacyjna (brytyjska szkoła estradowa <3), koncepcja rozstawienia zespołu w kwadratach konstrukcji nad sceną podnosiła zachwyt.

      DJ-e - świetni, grający czujnie - aktualne hity + starsze ulubione parkietowe kawałki, ale - ludzie mieli to wyraźnie w nosie. Część z nich (oczekując zapewne wysmakowanej oprawy) ubrała się jak do filharmonii/na elegancką imprezę/dobre wesele, a stali potem jakby wszyscy kije połknęli. Każda próba przebierania nogami kończyła się dziwnym wzrokiem sąsiadów. Szkoda... Efekt? Większość ludu uciekła z Instytutu po koncercie. Z jednej strony, pretensje mogą mieć wyłącznie do siebie, bo mogli się ruszyć, ale z drugiej, wierzę, że w centrum miasta tej nocy były lepsze propozycje.

     Atrakcje dodatkowe? Fotobudka z natychmiastowymi zdjęciami, ukazującymi się na fb producenta piwa i 'ścianka' do robienia tzw. frendsie, za którą, w nagrodę, dostawało się... papierowe maski.

    Żal mi przeokropnie ludzi, którzy do Wawy przyjechali z odległych miast, obawiam się, że część z nich mogła wyjść z podobnymi odczuciami. Organizatorzy mają wiele wniosków do wyciągnięcia (o ile posłuchają głosu internautów).

Wyświetlony 1170 razy

Skomentuj

Upewnij się, że wymagane pola oznaczone gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

PIXEL_TEXT_LEGAL PIXEL_LINK_LEGAL_TEXT