Rap na Woodstocku czyli recenzja CD+DVD Grubsona

Napisane przez  Sentymentalna środa, 06 styczeń 2016
Rap na Woodstocku czyli recenzja CD+DVD Grubsona somusic.pl
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Festiwal Woodstock zawsze kojarzył mi się z muzyką rockową, folkową, i tym podobne. Na pamiętnym, pierwszym Woodstocku scena wypełniła się takimi wykonawcami jak Jefferson Airplane, Jimi Hendrix, Joe Cocker, czy Janis Joplin. I tak już się ten rock and roll przyjął. W ostatnim czasie ukazał się zapis występu Ani Rusowicz, która wraz z plejadą sławnych gości zagrała w tym roku coverowy koncert pod hasłem „Flower Power”. To znów klimaty około-rockowe. Trochę się więc zdziwiłam gdy, otworzywszy kolejną przesyłkę od WOŚP, w środku ujrzałam zapis koncertu… Grubsona.

Zaraz, zaraz… A Grubson to nie jest raper? – Pomyślałam. No, jest. Tak całkiem szczerze to trochę mnie ta płyta zagięła, ekspert od rapu przecież ze mnie żaden. Aczkolwiek nie neguję udziału tego wykonawcy w WOŚPowym festiwalu i nie mam zamiaru krytykować takiej decyzji, pomimo mojej średniej sympatii do omawianego stylu muzycznego. Uważam, że zapraszanie artystów niezwiązanych ze sceną rockową to całkiem ciekawy pomysł. Owszem, odbywają się imprezy muzyczne dla fanów różnych gatunków, ale jeżeli ktoś lubuje się w kilku to z pewnością taka mieszanka muzyczna na jednym festiwalu ich ucieszy.

Koncert Grubsona na zeszłorocznym Przystanku Woodstock nie wyglądał tak, jak się spodziewałam. Tak dokładniej to nie oczekiwałam obecności muzyków grających na perkusji, czy gitarach, a już tym bardziej na instrumentach dętych. Również warstwa tekstowa całkiem na plus. Jak napisał Jurek Owsiak:

(…) przekaz, który daleko, bardzo daleko wykracza poza standardowe i wyświechtane raperskie tematy o nieprzystosowaniu, biedzie, chłodzie i wszystkich złach tego świata, pozwolił oddać się fantastycznej zabawie podkręconej dodatkowo dzięki byciu częścią tego wielkiego radosnego tłumu.

To może nieco mocne słowa, ale przyznam, że nie sądzę, aby wyżej wymienione, trudne tematy, sprawdziły się lepiej na imprezie, jaką jest Woodstock. Dość poważnie było tylko na początku, gdy na scenie zapanowała wręcz atmosfera grozy, tajemnicy. Gdy publiczność została już przygotowana na to, co miało nastąpić, rozpoczął się konkretny show. Duże wrażenie zrobiło na mnie zaangażowanie Grubsona, to, jak wkręcał publiczność do zabawy od samego początku. Podskoki, śpiewne dialogi z publicznością, trochę reggae – cały czas coś się działo. Momentami nie miałam jednak zielonego pojęcia, co artysta rapuje…

Myślę, że wielu osobom z rapem kojarzy się częste przeklinanie. Nie wiem czy słusznie, czy nie. Niektórzy wykonawcy zapewne rzucają mięsem bardziej, niż inni. Grubson na szczęście z tym nie przesadził. Bluzgi były, ale uzasadnione. Innym mocnym punktem koncertu było z pewnością „płynięcie” rapera na rękach publiczności w spokojnym kawałku zatytułowanym „Naprawmy to”. Natomiast utwór „Dziennikarze” muszę pochwalić za przekaz. Muzycznie, jak na mój gust, w pewnym momencie zaczęło się robić męcząco.

Nie ukrywam, że muzyka Grubsona raczej nie wyrwała mnie z kapci. Kiedyś coś tam mi ktoś wysłał i też średnio do mnie trafiło. Ale show był naprawdę fajny – była energia, publiczność dobrze się bawiła, i to jest najważniejsze. Takowoż gratulacje dla Grubsona i oby więcej takich nietypowych gości na kolejnych festiwalach Woodstock!


źródła: informacje zawarte na okładce wydawnictwa, wikipedia.org

Wyświetlony 3915 razy

Skomentuj

Upewnij się, że wymagane pola oznaczone gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

PIXEL_TEXT_LEGAL PIXEL_LINK_LEGAL_TEXT