Prosto do celu - recenzja debiutanckiego albumu Marcina Kruka

Napisała  środa, 25 listopad 2015
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

To jest prawdziwa historia spełnienia marzenia, wzięcia życia za bary, ruszenia pupy z fotela i pójścia prosto do celu. Podróż od muzykanta amatora, do wydania profesjonalnej płyty w dwa lata. – Tak zaczyna się biografia Marcina Kruka na jego oficjalnej stronie internetowej. Już od pierwszych linijek staje się jasne jak bardzo jest zmotywowany i oddany muzyce. Pierwszym owocem tego zacięcia jest debiutancki album „Życie pełne życia”, którego premiery Marcin doczekał się w lipcu. Z tym właśnie krążkiem spędziłam całkiem miły wieczór.

Wydawnictwo otwierają dwa utwory anglojęzyczne - bluesowo rozbujany "Wandering Star" oraz nastrojowy "Hearts to Break" w którym wokal brzmi wyjątkowo miękko i ciepło. Minusem jest angielska wymowa Marcina, która momentami brzmi nienaturalnie- może nie aż tak w tym drugim kawałku ale słychać trochę braków. Wierzę jednak, że muzyk szybko się z tymi brakami upora. Już w „On and on” jest przyzwoicie. To z resztą bardzo udany utwór- mamy tu idealną harmonię wokalu z warstwą instrumentalną. W tego typu klimatach Marcin brzmi moim skromnym zdaniem najlepiej. Kolejnym tego potwierdzeniem jest chociażby „Solace” z mniej wyeksponowanym wokalem ale za to ciekawą, melancholijną aurą. Z jakiegoś powodu przywodzi na myśl twórczość Skubasa.

Poza spokojnymi „On and on” i „Solace” mocnymi punktami są też „Rzeka”- dzięki lekko żartobliwej, chwytliwej melodii z pewnością podpasuje wielbicielom śpiewania przy ognisku – czy na przykład "Bohaterom"; mamy tu tekst na ciągle aktualny temat, chwytliwe brzmienie, brak zbędnego patosu. Żeby jednak przesadnie nie słodzić przytoczę też mniej udane fragmenty tej płyty, a wśród nich "Słabości" (głos Marcina naprawdę nie prezentuje się tu korzystnie), 'Przygody wesołego łajdaka' (niby gitarowy numer ale energii w nim tyle, co w profesorze Snapie z 'Harry’ego Pottera'), czy "Night is Coming", który kojarzy mi się z amatorskim występem w klubie przed którym było za mało prób: śpiew taki sobie, gdzieś tam bez ładu i składu pobrzękuje harmonijka…

"Życie pełne życia" ma swoje mocne i słabe strony, jak to w życiu bywa. Są na nim utwory dobrze przemyślane, zagrane i zaśpiewane, utwory kiepskie i utwory raczej przeciętne, w przypadku których jednak przymyka się oko na niedoskonałości ze względu na starania Marcina.  W swojej biografii muzyk napisał, że miał problemy z wokalem- uczył się sam ale przerwał mu naczyniak na strunie głosowej. Jednak jak widać, artysta nie poddał się i za tę determinację, która doprowadziła do powstania debiutanckiej płyty, należą mu się brawa. Naprawdę nie mogę się doczekać co zaprezentuje na drugim albumie- coś mi mówi, że to będzie pozytywne zaskoczenie i tego właśnie Marcinowi życzę.

Tymczasem zachęcam Was do przesłuchania jednego z singli:


źródło: marcinkrukmusic.pl

Wyświetlony 4748 razy

Skomentuj

Upewnij się, że wymagane pola oznaczone gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

PIXEL_TEXT_LEGAL PIXEL_LINK_LEGAL_TEXT