Orbital pop czyli recenzja "Yeti Superstar" Hatbreakers

Napisane przez  Sentymentalna czwartek, 29 październik 2015
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Hatbreakers to jeden z zespołów, który wybił się (między innymi) dzięki programowi telewizyjnemu. To nic złego: dzięki takim produkcjom karierę robi chociażby Dawid Podsiadło. Ale wracając do Hatbreakers: ich debiutancki album ukazał się w marcu tego roku, a muzykę, która się na nim znalazła muzycy nazywają „orbital popem”. Brzmi intrygująco, ale teraz słów kilka o czymś zgoła ważniejszym: brzmieniu samych utworów z „Yeti Superstar”.

Muszę przyznać, że ekipa z Hatbreakers rusza jak z kopyta: „Trust me”, który otwiera całe wydawnictwo to niezwykle chwytliwy kawałek. Aby to zobrazować powiem, że drugi refren prawdopodobnie zaśpiewacie razem z wokalistą; w tej roli Paweł Bergel. Jest wesoło i funkowo i o to chodzi! W „Maybe I Should” tempo trochę zwalnia - robi się bardziej chilloutowo, słychać jakby echa twórczości grupy Afromental (którą z resztą zespół supportował). Instrumenty dęte i wokal bębniącej Wiktorii Jakubowskiej dodają utworowi jeszcze większej lekkości. I to pięknie wyśpiewanie ménage à trois (nie każdemu odpowiada ale brzmi ładnie...), no, no! Szkoda, że potem zaczyna się robić nierówno… „Liczy się tu  teraz” jest jeszcze okej bo jest lepiej tekstowo niż w tych pierwszych, angielskojęzycznych, piosenkach. Natomiast „Spóźniony”, „Tabu”, czy „Zobacz to o nas” kompletnie nie porwały mnie ze stołka. Szczególnie ten ostatni, który wtopił się w tło i praktycznie przestałam go słuchać- coś się działo jedynie w końcówce. Na szczęście pojawiają się też perełki takie jak „20 sms” z miłym dla ucha brzmieniem gitary. Zwrotka jest raczej popowa ale już refren jakoś skojarzył mi się z brytyjskim rockiem. No i „Latam z aniołami” - brawo za ten utwór! Subtelne klawisze i marszowe tempo perkusji na samym początku tworzą intrygujący klimat. Ogólnie mamy tu naprawdę fajną warstwę dźwięków, szczególnie podoba mi się plącząca się gdzieś w tle gitara i tamburyno.

Myślę, że rozpisywanie się szczegółowo na temat każdego kawałka na płycie jest niepotrzebne, przejdę więc do bardziej ogólnych spostrzeżeń. Po pierwsze: Hatbreakers chyba lepiej czują się w utworach energicznych, a przynajmniej moim zdaniem takowe wychodzą im lepiej niż śpiewanie chociażby o problemach egzystencjalnych. Lepiej też wychodzą im teksty w rodzimym języku, jeśli miałabym wybrać, jednak ogółem największą nierówność widać właśnie w warstwie tekstowej. Wybór tematyki nie zachwyca. Przykładowo „She” to kolejna historia na temat zakończenia związku: kobita nakłamała, teraz się  przymila, a gość na to: to koniec i pogódź się z tym. I w ogóle nie dotykaj mnie. Nie, nie, nie. Wierzę, że ten zespół stać na więcej. Natomiast instrumentalnie zasługują na pochwałę: za saksofon, wyrazisty, funkowy bas, za ostatni, czadowy utwór bez tytułu; w ogóle za pozytywne brzmienie.

Powiedzmy sobie szczerze: „Yeti Superstar” to nie jest album z kosmicznie oryginalnym materiałem. Jednak to widać, a raczej słychać, że muzycy się starali i że granie razem daje im satysfakcję. Słucha się przyjemnie mimo niedoskonałości. A to, że zespół chce grać ambitny pop (a właściwie już to robi), jest dodatkowym plusem. Wiadomo, chcieć to móc. Takowoż mam nadzieję, że następna płyta będzie już w pełni satysfakcjonująca. A może ostatecznie przekonam się do tych nagrań wcześniej? Podobno Hatbreakers wymiatają na koncertach, więc kto wie… :-)

Posłuchajcie "Latam z aniołami":


źródła: hatbreakers.com, materiały prasowe

Wyświetlony 2922 razy

Skomentuj

Upewnij się, że wymagane pola oznaczone gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

PIXEL_TEXT_LEGAL PIXEL_LINK_LEGAL_TEXT