niedziela, 06 wrzesień 2015 20:06

Nietypowe instrumenty, wzruszenie i trochę szaleństwa - recenzja koncertowego albumu Kasi Kowalskiej

Napisane przez Sentymentalna
Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Kasia Kowalska na Woodstock Kasia Kowalska na Woodstock materiały prasowe

Kasia Kowalska to już doświadczona artystka- aby to zobrazować powiem, że gdy ja się urodziłam, ona rozpoczynała karierę. Utwory takie jak „Antidotum”, „Spowiedź”, czy „To co dobre” zna chyba każdy- to już klasyka polskiej muzyki. Swoją trwającą nieco ponad dwadzieścia lat karierę Kasia przypieczętowała koncertowym wydawnictwem zarejestrowanym na Przystanku Woodstock. I o nim właśnie słów kilka.

Jako pierwszy w Akademii Sztuk Przepięknych rozbrzmiał utwór „Jeśli blask Twój zwiódł”. Już na wstępie pojawiło się banjo, które nadało całości charakteru. Z resztą dalej można zauważyć więcej takich, powiedzmy, mniej popularnych instrumentów, w tym cuatro oraz lirę korbową. Co do samej Kasi - naszło mnie wrażenie, że z początku trochę się męczyła, również w kolejnych utworach czyli na przykład „Gemini”, w którym zaśpiewała niemal na całe gardło, ale mimo to wyszło trochę sucho i monotonnie (za dużo tam tego nie, nie, nie) oraz „Antidotum” w którym refren został zaśpiewany zdecydowanie za delikatnie. Za to „Jak rzecz” wyszło już lepiej - to naprawdę fajny, bujający kawałek, mimo że tekst jest niewesoły (ciskasz mnie w kąt jak starą rzecz). Tak samo „Oto ja” - tu Kasia wpadła w zadumę i wczuła się tak, że wyglądała jakby sama sobie się dziwiła z tego powodu. Minusem są energiczniejsze fragmenty - brzmiały zbyt topornie.

Gdybym miała zdecydować która część koncertu była lepsza, bez wahania wskazałabym drugą połowę. Właśnie wtedy poczułam bowiem, że wokalistka zaczęła śpiewać płynniej i lżej. Fantastyczne wręcz okazało się wykonanie koweru Led Zeppelin, „No Quarter”. Wokal z powerem okraszony dźwiękami gitary elektrycznej Wojciecha Wójcickiego- cudo! I do tego Kasia po angielsku brzmi naprawdę dobrze. Gratuluję odwagi w doborze utworu z repertuaru możliwe że najważniejszego zespołu rockowego w historii. Opłaciło się.

Podczas woodstockowego koncertu Kasia Kowalska nie mówiła zbyt wiele, jednak przed „Spowiedzią” oznajmiła, że jest to protest song, który zagrają przeciwko przemocy wobec dzieci. Wzruszający utwór był okazją do zadumy. Już po chwili zabrzmiał natomiast żywy „Cukierek - mój dawca słodyczy”, w którym artystka zagrała na instrumentach perkusyjnych. Istna rock and rollowa energia - szkoda, że tak krótko! Publiczność chyba uważała tak samo bo zaczęła skandować imię piosenkarki. Na szczęście następne w kolejności „Wyznanie” również nie zawiodło, mimo spokojniejszego tempa. Momentami nasuwało mi się skojarzenie z Robertem Plantem. Czyżby „No Quarter” natchnęło Kasię zeppelinowską energią? Bardzo podobało mi się też „Would” wykonane w hołdzie dla lat 90, dla ludzi, których już niestety z nami nie ma. Chóralny śpiew i brzmienie gitary akustycznej na początku stworzyło trochę grunge'owy kilmat.

„Would” Kasia wykonała wraz ze Skubasem, który zagrał również na gitarze akustycznej, natomiast następne w kolejności „I’ve Got The World On a String” z Titusem.

Dwa lata temu na Woodstock ostrzegałem Kaśkę, że będę ją namawiał na pewien uroczy duet, i wygląda na to, że ją namówiłem – oznajmił wokalista Acid Drinkers, a Kasia podsumowała to słowami: to jest koniec świata!

Faktycznie, wybór repertuaru okazał się zaskakujący... ale jakże pozytywnie! Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek usłyszę Titusa wykonującego zabawną, jazzową kompozycję i do tego jeszcze obracającego się wokół własnej osi podczas tańca z Kasią Kowalską. Poza tym muzyk, ubrany tradycyjnie cały na czarno, przybierał takie pozy jakby zaraz miał ryknąć. Te chwile niepewności!

Koncert zamknęły utwory „Coś optymistycznego” oraz „A to co mam”. W tym pierwszym publiczność śpiewała razem z Kasią. Harmonijka, rączki w górze, wesoły nastrój- więcej takich kawałków! Zaś podczas tego drugiego, chwytającego za serce, na twarzy wokalistki pojawił się jakiś smutek. Jest to zrozumiałe, jednak jeśli chodzi o jakość występu, w żadnym wypadku nie powinna się smucić. Pomimo kilku zgrzytów, szczególnie na początku, to był udany, klimatyczny koncert. A na marginesie- charyzmy, jaką Kasia Kowalska odznacza się na scenie, można pozazdrościć. Szkoda tylko, że nie było więcej interakcji z publicznością. Tak czy owak, to koncertowe wydawnictwo zasługuje na uwagę. W pudełku znajdziecie płytę DVD oraz CD- możecie zatem słuchać koncertu i w domu (najlepiej wieczorami), i w samochodzie. Jest też wkładka ze zdjęciami. Myślę, że lepszym pomysłem byłby plakat ale to już rzecz gustu. Całość na 4+. :-)

 


źródła: wikipedia.org, materiały prasowe

Wyświetlony 1459 razy

Skomentuj

Upewnij się, że wymagane pola oznaczone gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

PIXEL_TEXT_LEGAL PIXEL_LINK_LEGAL_TEXT