Wędrówka bluesowego Jezusa

Napisała  poniedziałek, 05 marzec 2018
Dario Denis Cassiere Dario Denis Cassiere fot. Żaneta Lipka
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Zazwyczaj artyści, o których możecie przeczytać w tymże, biograficznym, kąciku NutyFM są szerzej znani niż bohater poniższego tekstu - znać warto jednak wszystkich wymienionych. Poznajcie zatem Dario Denisa Cassiere - muzyka włoskiego pochodzenia, którego można spotkać na wielu europejskich (i nie tylko) ulicach.

Muzyka zmieniła moje życie. Jest taki utwór Johnny'ego Casha, który uważam za prawdziwy- to "I walk the line". Gdy go posłuchałem, rzuciłem pracę. To była moja rewolucja. Napisałem długi list przeciwko firmie, w której pracowałem - ich metodom, dyktaturze. Dostali go w Katarze, Londynie, Wrocławiu. Przeczytało go wielu ludzi, niektórzy go wydrukowali i powiesili na ścianie. Wciąż czas spotkam mojego szefa i menadżera i oni mnie bardzo szanują. Powiedziano mi, że chcieli mnie pozwać za to, co napisałem; że traktują ich jak bydło, a nie są ani nim, ani maszynami, tylko ludźmi. Inni pisali bardzo uprzejme listy- bali się powiedzieć prawdę, bo chcieli mieć dobre opinie w nowej pracy. Ja napisałem mój, gdy wciąż jeszcze tam pracowałem. Ludzie, z którymi nigdy w życiu nie rozmawiałem, przytulali mnie i mi dziękowali. Czasem ich spotykam mówią mi, że mnie przez to pamiętają. I że trochę się zmieniło w firmie po tym, jak odszedłem. Wiesz, ludzie czują, że muszą się zachowywać w określony sposób. Trudno jest być wolnym. Ja nie jestem, ale się staram. Nie wiem czy to możliwe.

Pierwszy raz spotkałam Denisa na wrocławskim rynku. Najpierw usłyszałam dźwięki jego gitary i, nieco mniej wyraźnie, głos. Śpiewał bluesa. Wysoki. Czarny płaszcz, długie włosy, skupiona twarz. Obok otwarty futerał, w środku płyty w papierowych kopertach z odręcznymi rysunkami i kartka z informacją "Denis Cassiere, album 20zł".


Jedyna słuszna droga
Gdy zaczyna mówić, od razu słychać włoski akcent. Jego wygląd i sposób wypowiedzi przywodzi na myśl Jezusa w bluesowej odsłonie. Rozmowę z nim można porównać do duchowej podróży. I, jak Jezus, ciągle jest w drodze. Pytam, czy ludzie uważają jego styl życia za dziwny.

Nie obchodzi mnie to - odpowiada bez namysłu- Podróżuję od dziesięciu lat, a od roku utrzymuję się ze śpiewania. Wszystkie pieniądze, które teraz wydaję, zarobiłem w ten sposób i jestem pod wrażeniem. Czemu to by w ogóle miało być dziwne? Dla mnie dziwna jest praca na kasie w Żabce- chodzenie w okropnej zielonej kurtce i słuchanie byle jakiej muzyki z radia. Bycie wkurzonym, znudzonym i zestresowanym i tak przez dziesięć godzin. Pracowałem w wielu miejscach. Zacząłem bardzo wcześnie i żadnej pracy nie lubiłem. Żadna z nich nie miała sensu. W przypadku muzyki też właściwie robię cały czas to samo, ale moje serce bije mocniej każdego dnia. Oczywiście zdarzają się takie momenty, tak jak teraz, że jestem zmęczony przenoszeniem się z hostelu do hostelu i spotykaniem szajbusów na ulicach; bezdomnych proszących, bym zagrał "Whiskey moja żono", czy ludzi wrzeszczących na mnie, że narysowałem cycki na okładce albumu. Ale dla mnie taki styl życia jest jedynym, jaki mogę prowadzić. Trzeba tylko było mieć jaja, by zostawić pracę, dom... Wyrzuciłem prawie wszystkie moje ubrania. Zostawiłem też kartę kredytową, ale to akurat przez przypadek... Gdy wracam do domu, pytają mnie co zamierzam teraz robić, a ja mówię, że będę podróżował stopem i potem się zobaczy. Przychodzą święta, a mnie nie ma w domu...

Ostatnio odwiedził rodzinę w Boże Narodzenie 2016 roku. Na myśl automatycznie nasuwa się pytanie "nie tęsknisz za bliskimi?" Okazuje się, że Denis jest jedną z tych osób, które lubią trzymać pewien dystans. Choć relacje z rodziną określa jako dobre, mówi, że nigdy nie słucha ich rad.
Czasem ludzie, którzy chcą dobrze, mogą krzywdzić bardziej niż ci, którzy cię nienawidzą. Może to dziwne, ale wolę tysiąc razy ponieść porażkę. Gdy się tak zastanowię, to gdybym posłuchał tych wszystkich rad, które otrzymałem w tym miesiącu, to nie miałbym tego, co teraz mam.
I nigdy nie ma zamiaru z tego rezygnować. Moje życie jest ekscytujące, bo nie mam pojęcia co się wydarzy. Lubię to, bo muzyka staje się prawdziwa. Chodzi o to uczucie bohaterstwa. Nie jestem bohaterem, ale chodzi o to, gdy myślisz "stary, twoje życie to jest coś". Muszę to czuć, by iść i grać tak, jak gram. Potrzebuję odrobiny użalania się nad sobą, ale też trochę odwagi. Gdy teraz patrzę wstecz, widzę, że w Polsce jestem bardziej zrelaksowany. Wcześniej nie miałem czasu myśleć o tym, że, na przykład, jestem w Bułgarii i ktoś chce mnie okraść, albo, że jestem na autostradzie, łapiąć stopa, by dojechać do Grecji, czy też w Albanii, mam 7 euro i nie mam gdzie spać. A teraz zatrzymałem się tutaj na trzy miesiące i ludzie, których spotykam, mówią mi "człowieku, to szaleństwo!", a ja na to, że tak, faktycznie!


Odcienie Europy
Kolejny cel to Portugalia. Wcześniej było Kosowo, Turcja, Włochy, Grecja, Macedonia, Montenegro, Iran... Co ciekawe, jednym z ulubionych miejsc Denisa jest Kraków, w którym grał na ulicy po raz pierwszy. To tam, w Kazimierzu, chciałby kiedyś kupić dom. Wrocław ceni za luz, skromność i szacunek, jaki mu tutaj okazano.

Bardzo lubię to, że w Polsce idziesz do baru i wszyscy coś mówią, ale nie krzyczą; nawet z tymi wszystkimi ludźmi dokoła słyszysz własne myśli. Natomiast ludzie na uicach są pełni szacunku, nie przeszkadzają mi gdy gram. W Turcji to się zdarzało cały czas. Myślę, że Polacy są empatyczni, w ich podejścu do ciebie jest pewna duchowość. Byłem w Kosowie, tam też ludzie są świetni- bardzo gościnni, radośni. Oni po prostu siedzą sobie na ławce i to jest cała ich sobota. Patrzą tylko na rynek, na zachód słońca. Są trochę zacofani. Cieszą się prostymi rzeczami. Tam, w Prisztinie, w sumie nic nie było- gdy grałem, ludzie nie wiedzieli co gram. Gdy poszedłem do najlepszego sklepu muzycznego, to nie mieli tam ani strun, ani gitar. Poszedłem do baru i ludzie tam byli bardzo otwarci, ale mieli ograniczone postrzeganie odniesień kulturowych; gdy wspomniałem o konkretnym uczuciu wyrażonym w konkretnym rodzaju sztuki, nie rozumieli tego. Nawiązałem wiele relacji, ale były raczej powierzchowne. Podobało mi się tam, ale po pewnym czasie musiałem wyjechać. Tutaj wchodzisz do pubu i siedzi tam gość, który gra DeBussy'ego. To nie zdarza się w Kosowie.


Europa, zwłaszcza po powrocie z Azji, potrafiła być też jednak rozczarowująca. W takich krajach jak Iran, czy Armenia, zamienienie kilku słów z przypadkową osobą potrafiło przerodzić się w trzygodzinną dyskusję na temat pogody, polityki i Jezusa. To jedne z tych miejsc, w których ludzka otwartość pcha ich do zaoferowania pomocy zagubionemu turyście wpatrującemu się w mapę zanim sam zdąży o to poprosić. Chorwacja nie okazała się jednak jednym z nich.


Gdy tylko tam przyjechalem, czekałem siedem godzin aż ktoś mnie podwiezie. Próbowałem łapać okazję w pełnym słońcu, w sierpniu na autostradzie. Nie jest to miejsce, w którym chciałem być. Miałem grać koncert na Słowacji. Pojechałem przez Bośnię, Chorwację i Rumunię. Gdy przyjechałem do Zagrzebia, było widać, że ludzie w Europie są inni, bardziej podejrzliwi. Nie zwracałem uwagi na mój wizerunek aż do przyjazdu do Chorwacji. To tak jak z dzieckiem, które się nie wstydzi, a potem ktoś mu mówi "to jest wstyd" i wiesz co dalej. Podchodziłem do ludzi tak jak podchodziłem na przykład w Iranie i pytałem czy mogliby mnie podwieźć do Budapesztu, Bratysławy, czy gdziekolwiek po drodze. Dziwnie na mnie patrzyli, jakbym był jakimś nieudacznikiem... Ale ja byłem szczęśliwy. Oni byli na wakacjach, wszyscy dobrze ubrani. Dzieci wrzeszczały, oni starali się, by wszystko było idealne. Byli zorganizowani, mieli samochody pełne jakichś pierdół, których nie używali. Po raz pierwszy od miesięcy poczułem dyskomfort. To uczucie utrzymywało się do Pragi i Polski. To znaczy ja uwielbiam Polaków i Wrocław, ale to nie jest Iran. Choć przyznam, że w Iranie ukradziono mi 15 euro i prezerwatywy.

DD Cassiere


Kopać, kopać i jeszcze raz kopać
Takie wędrowne życie wielu wydaje się być jak wakacje. Tylko w innym stylu niż te wyżej wymienionej rodziny. Tymczasem, przynajmniej w przypadku Denisa, to tylko pozory. Nie ma żadnych dni, kiedy bierze wolne z powodu choroby. Grać musi zawsze. Pracuje właściwie cały dzień- zaczyna wczesnym rankiem od spisywania swoich snów. Jeśli pozostawi myśli niezapisane, potem czuje się nieobecny. Po kilku godzinach przychodzi ulga- mówi, że jego umysł się wtedy oczyszcza i przygotowuje do grania na ulicy, które jest zupełnie inne od grania w czterech ścianach.
Ludzie patrzą na ciebie i musisz im dostarczyć jakichś emocji. Potrzebuję jakiejś godziny ciszy przed wyjściem. Ulica cię testuje i musisz być silny. Jesteś sam. Gdy spotykasz znajomych, mówią, że skończyli pracę na dziś i teraz idą pić i mogą zapomnieć o swoim dniu. Dla mnie praca i życie to to samo. Gdy idę do pubu to i tak myślę o czym mogę napisać piosenkę, albo zastanawiam się co jaki utwór akurat leci. Pracuję cały czas.

Obecnie tworzy utwory na nowy album, który zatytułował "Time to bleed, robot". Łączy je wspólna tematyka: stres, wolność (która nie do końca nią jest), utrata człowieczeństwa. To będzie album o współczesnym niewolnictwie. O codzienności w alegoryczny sposób. Denis zapisuje wszystkie pomysły-czasami jest to coś dużego, na wiele stron, z czego później wybiera fragmenty, innym razem tylko kilka zdań. Zdarza się też, że jego zapiski przybierają bardziej formę pamiętnika.
Potem rozwijam, poprawiam i po tygodniu wszystko staje się jaśniejsze i wychodzi z tego utwór. Była taka piosenka- zapisałem wiele stron zanim ją skończyłem. To było pisanie ciągle tego samego... Strumień świadomości, ale nie do końca przejrzysty. Trzeba iść na przód, kopać, kopać i jeszcze raz kopać. Jeżeli nie przejdziesz tego procesu, rezultat nie nadejdzie. Czasami jest to bolesne i powolne.


Odzew ulicy
Wędrówka Denisa to zorganizowany chaos. Wielka mieszanka doświadczeń, w której ważną rolę grają ludzie i ich reakcje. Kilkukrotnie podkreślał, że chce wywierać w słuchaczach emocje, chce, by jego muzyka do nich trafiała. Dlatego ceni ludzi, którzy wchodzą z nim w interakcję- pytają o strojenie gitary, mówią, że znają jakiegoś artystę, dzielą się spostrzeżeniami, tańczą.
Kiedyś podszedł do mnie gość i powiedział, że ma wrażenie, ze to co przydarzyło się mi, przydarzyło się też jemu. I myśli, że ja naprawdę czuję to, co gram.
Najbardziej w pamięci utknął mu jednak inny człowiek.

Powiedział mi, że nie czuł takich emocji od koncertu w 1984 roku. Zapytałem co to był za koncert. Leonarda Cohena w Teksasie - odpowiedział. Cieszyłem się z tego trzy dni.


Ciekawi mnie jak by zareagował gdyby ktoś podszedł do niego na ulicy i zaproponował mu podpisanie kontraktu. Brzmi to może nazbyt idealistycznie, ale główną ideą tego pytania jest jego stosunek do sławy. Odpowiada, że chciałby być znany, ale szybko dodaje, że nie zależy mu na kontraktach, tylko na wywoływaniu wzruszenia.

Kiedyś dużo myślałem, teraz po prostu gram. Robię to co lubię i robię to codziennie. Jeżeli mam być sławny, to to przyjdzie. Kiedyś bardziej się stresowałem, teraz myślę, że gdy dobrze grasz, samo wyjdzie. Jeżeli nie, to też w porządku.


Poperfekcjonizm
Powyższa wypowiedź wydaje się być podsumowaniem życiowej filozofii Denisa. To niemal człowiek zen, który równocześnie płynie z prądem i buntuje się.

Coś się zmieniło w mojej osobowości i mam nadzieję, że już na zawsze. Nadal mam sporo energii, ale  jestem bardziej ugodowy. Kiedy podchodzi do mnie bezdomny, daję mu szansę, by mogli się wyrazić, wygadać. Chętniej słucham i potakuję. Kiedyś byłem krytyczny i myślałem, ze zabierają mi czas i nie mogę przez nich grać. Nie jest mi już też wstyd jeżeli źle nastroję gitarę. W przeszłości byłem perfekcjonistą; myślałem o tym, żeby dobrze grać, bo ludzie na mnie patrzą, czułem się jakbym się nie mógł swobodnie poruszać, planowałem wiele rzeczy. Trochę się nacierpiałem i jestem obecnie trochę słabszy. Ale ta słabość dobrze robi muzyce. Wrażliwość.


Najwyrazistszą cechą Denisa jest jego wiara w to, co robi. W sztukę i słuszność przekonań. Wysłuchał krytycznej opinii na temat swojego albumu w niewielkiej kawiarni i bez zawahania bronił go z przekonaniem godnym sali wykładowej najlepszego uniwersytetu. Doceniam opinię, ale po prostu musisz posłuchać jeszcze raz, i kolejny. I najlepiej załóż słuchawki.
Warto kopać.

-------------------------------------------------
Dla Portalu NutaFM - Marta Łobażewicz

 

YouTube Denisa

 

 

Wyświetlony 960 razy

1 komentarz

  • Link do komentarza
    Jolanta
    poniedziałek, 05 marzec 2018 Jolanta

    Tekst świetny, a historia niezwykle motywująca. Pokazuje, że wcale nie trzeba wiele aby osiągnąć swoje własne szczęście i żyć tak jak się chce - wystarczy podjąć decyzję i konsekwentnie się jej trzymać! Najszczęśliwsi są ludzie którzy mogą powiedzieć, że nie pracują - że realizują swoje pasje z zaangażowaniem i to właśnie robi Denis. Świetna historia...

Skomentuj

Upewnij się, że wymagane pola oznaczone gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

PIXEL_TEXT_LEGAL PIXEL_LINK_LEGAL_TEXT